Wstęp


Wejście w ścianę było punktem zwrotnym w moim życiu. Od tego momentu już nic w nim nie było takie jak przedtem. Najpierw ogromna depresja uczyniła ze mnie chodzące zombie, potem okres powolnego wracania do zdrowia uświadamiał mi coraz bardziej, co w życiu jest najważniejsze? Dwa lata i osiem miesięcy wyszarpnięte z życia, które jednak, jak się później okazało, nie były dla mnie czasem straconym. Nie tylko odzyskałam zdrowie ale wyszłam z tego największego w moim życiu kryzysu wzmocniona zgodnie z zasadą że to co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dokładnie tak się stało w moim przypadku.

Największą rolę w moim zdrowieniu odegrała właśnie natura w szerokim tego słowa znaczeniu. W chwilach przebłysków spisywałam to co czułam w danym momencie w moim pamiętniku, później w podobnych chwilach odczytywałam moje myśli określające najgłębsze odczucia i płakałam, płakałam, płakałam. W końcu nie było już łez, był smutek, po nim przyszedł spokój a na koniec pierwszy po kilkudziesięciu miesiącach uśmiech. Najbliżsi byli moim wsparciem, najlepsza przyjaciółka powiernicą, mój pies towarzyszem na długich spacerach, Bóg opoką, a rozmowa z nim terapią najwyższej jakości.

To doświadczenie przymusiło mnie niejako do studiowania siebie samej, wsłuchiwania się w to co mówi mi mój własny organizm i stawiania jego potrzeb na pierwszym miejscu. Na nowo polubiłam siebie i mogłam rozpocząć walkę o powrót do zupełnego zdrowia. Podstawą do tego było zdobywanie szerokiej wiedzy z zakresu dbania o zdrowie i zapobiegania nie pożądanym dolegliwością rożnymi metodami najczęściej mającymi związek z naturą i ruchem fizycznym. Dzisiaj chcę się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą z każdym kto tego chce.




sobota, 25 maja 2013

Niepowtarzalna miłości

Wiosna budzi świat z zimowego snu, a ja jestem już tak spragniona tej zmiany. Bardzo lubię zimę. Nastraja mnie tak bajkowo i wyzwala ze mnie tego dzieciaka, którym kiedyś byłam, ale kocham też wiosnę. To cudna pora roku. Niesie ze sobą nadzieję, a właściwie wiarę w to, że tak jak ona, tak i ja i każdy człowiek odradza się na nowo w swoim wnętrzu. Wiosna nastraja optymizmem. Świat staje się jakby piękniejszy, lepszy i bardzo obiecujący. Tak, obiecujący masę nowych duchowych i emocjonalnych przeżyć.

Wiosna, to też poezja, to magia kolorów, przesyt różnych form budzących się do życia, to wirująca wkoło radość. Wiosna to rozkwitająca miłość mieniąca się kolorami tęczy między życiodajnymi kroplami deszczu. Jakże lubię czuć ich smagający dotyk na moich moknących policzkach podczas jazdy na rowerze. I wszystko wtedy tak pachnie świeżością, czystością, że aż można dostać zawrotu głowy. Kocham ten zapach rozpulchnianej rodzącym się życiem ziemi. Jest niepowtarzalnie piękny.

Kocham wiosenny dotyk promieni słońca. Jest taki czuły, ciepły i dobry. Ich pieszczota wycisza i uspokaja, moje myśli kieruje do wspomnień z lat dzieciństwa, kiedy to samo uczucie ciepła i dobroci dawały mi jedynie bezpieczne ramiona mojej mamy. Gdy tuliła mnie do siebie, to chciałam, by nigdy nie przestała, tak wspaniale było mi grzać się w bliskości jej kochającego mnie serca. Byłam wtedy taka spokojna, bezpieczna i szczęśliwa.

Lubię te moje wspomnienia, czerpię z nich siłę. Lubię patrzeć w nich na tą radosną, zawsze uśmiechniętą dziewczynkę. Łapię się wtedy na tym, że znowu się uśmiecham jak ona kiedyś. Ta radość maluje się na mojej twarzy, wypełnia moje wnętrze i dodaje mi skrzydeł. Ktoś mi kiedyś powiedział: "Jesteś jak żywy anioł, taki blask bije od ciebie." Może i bije, ja tego nie wiem, ale wiem, że żyję i to jest to, co jest najważniejsze. Jadąc rowerem tak uśmiechnięta przyciągam do siebie uśmiechy mijanych, zupełnie mi obcych ludzi po drodze, i odpowiadam na ich pozdrowienia. To jest takie miłe, takie ciepłe i dobre jak dotyk wiosennych promieni słońca, jak wiosna niosąca ze sobą nadzieję.

Życie, mimo wszystko jest piękne, warte wysiłku, by je przeżywać najlepiej jak tylko człowiek potrafi. Warte by cieszyć się każdą jego chwilką, bo w każdej jest zawarte wszystko i smutek i radość, ból, cierpienie, łzy i uśmiech, sny, marzenia, ich spełnienie albo i nie, słabość i siła działania, pesymizm, optymizm, mrok i światło, zimno i ciepło, wiara i jej brak, zachwyty, rozczarowania i przede wszystkim miłość. I to wszystko człowiek ma za darmo, to wszystko zawiera w sobie dar jakim jest życie. Życie, każdego z nas największa i niepowtarzalna miłość.

Pomidory

Pomidory są niezmiernie korzystnym warzywem, a właściwie jagodami dla naszego zdrowia i urody. Pozytywnie wpływają na układ nerwowy, opóźniają starzenie się skóry i przyspieszają gojenie się ran. Likopen zawarty w pomidorach chroni przed zawałem serca, rakiem prostaty i szyjki macicy, a nawet przed ślepotą w starczym wieku. W przetworzonych pomidorach stężenie likopenu trzykrotnie wzrasta.


Pomidory są źródłem magnezu i potasu, dwóch pierwiastków nazywanych PIERWIASTKAMI ŻYCIA. Biorą one udział w najważniejszych procesach życiowych zachodzących w naszym organizmie. Uaktywniają one wiele enzymów zarządzających naszym metabolizmem, umożliwiają syntezę białek, są regulatorami wielu reakcji. Najskuteczniej działają w parze. Poza tym pomidory zawierają sód, wapń, fosfor, miedź, żelazo, nikiel, mangan, kobalt i chlor. Są także nasycone takimi witaminami jak: A, B1, B2, C, PP, D, E i K. Pomidory są zasadotwórcze, mimo iż zawierają kwas cytrynowy i jabłkowy. Są bardzo pomocne przy odchudzaniu, cukrzycy, chorobach nerek i serca. Warto więc je jeść, tym bardziej, ze przerobione nie tracą, a zyskują na wartości.

Brak magnezu objawia się spadkiem odporności, zaburzeniami rytmu serca, tikami nerwowymi (np. drży powieka), ale przede wszystkim pogorszeniem nastroju, nerwicami, depresją. Zaostrzenie reakcji alergicznych, problemy ze stawami, nasilające się bóle mięśniowe, skłonność do zakrzepów i postępująca miażdżyca to też może być skutek niedoboru tego pierwiastka.

Z kolei niedobory potasu mogą objawiać się apatią, sennością, zaparciami, zaburzeniem rytmu serca, zwyżką ciśnienia tętniczego, a także problemami z koncentracją uwagi.

http://www.se.pl/kobieta/zdrowie-kosmetyki/pomidory-sa-najlepszym-zrodlem-potasu-i-magnezu_149409.html

http://www.se.pl/kobieta/zdrowie-kosmetyki/pomidory-jak-wplywaja-na-urode-i-zdrowie_196713.html

piątek, 24 maja 2013

Magia gór

Już dawno nic nie napisałam na moim blogu. Nie, nie! Tym razem nie zapomniałam o nim, a tylko omijałam go z braku czasu. Ostatni mój wpis był w marcu. To dawno, to bardzo dawno temu. Czas mijał mi tak szybko, że nawet nie zauważałam, że mija. Byłam zajęta nie tylko pracą zawodową, ale także odwiedzinami innych blogów, szczególnie jednego, którym się najzwyczajniej w świecie zachwyciłam - "Z punktu widzenia dziennego portiera" - polecam. Myślę, że nawet wirtualnie zaprzyjaźniłam się z jego autorem. Muszę przyznać, wspaniałym człowiekiem, o bardzo bogatym wnętrzu. Dzisiaj już takich ludzi jak on jest coraz mniej, chyba dlatego aż tak mnie zauroczył swoją osobowością. Prosty, piękny człowiek, taki prawdziwy. Przyjemnie się z nim rozmawia na różne tematy. Każdemu polecam znajomość z nim. Ten człowiek jest jak świeży oddech w tym dzisiejszym zwariowanym świecie pędzącym do nie wiadomo dokąd. Na jego blogu odpoczywam i oddycham pełną piersią, ładuję się tak bardzo mi potrzebną pozytywną energią.

Poza tym każdą wolną chwilę spędzałam na łonie natury. O moim zachwycie zimą już pisałam, ale nie wspominałam o tym, że na granicy zimy z wiosną odwiedziłam okoliczne góry. To było prawdziwie magiczne przeżycie. W mieście już zapanowała wiosna, podczas gdy tam, w górach nadal królowała zima. Wszędzie było biało i pięknie. Narciarze nadal cieszyli się swoim sportem, dzieciaki zjeżdżały razem z rodzicami na sankach ze stoku ciągle jeszcze pokrytego śniegiem, chociaż po zarówno stoku, trasy narciarskiej, jak i szlaku po którym szłam kantach dało się zauważyć przepychającą się przez śnieg wiosnę. Powoli, ale skutecznie zaczęła ona zmuszać zimę do odejścia.

Wędrowałam po dobrze odśnieżonym i znajomym mi szlaku, przeznaczonym dla takich górskich amatorów jak ja. Było wspaniale, cicho i pięknie. To był prawdziwy relaks. Już dawno odkryłam, że chodzenie po górach wprawia w ruch wszystkie mięśnie. Jest to zatem wspaniały sport dla spragnionych ruchu, ale nie czujących się zbyt dobrze w siłowni, również dla takich walczących z bólem, jak ja uparciuchów. Poza tym otoczenie tak pięknej natury podnosi również samopoczucie psychiczne, wyzwala niesamowicie wiele pozytywnej energii, którą się tylko chłonie i to bez ograniczeń. Wszelkie napięcie spada, uwalnia się optymizm i wiara, że jeżeli daję radę deptać po górach, to poradzę sobie ze wszystkimi innymi przeszkodami na mojej drodze. Wróciłam do domu zupełnie odnowiona i bardzo szczęśliwa.

Aby uniknąć bólu mięśni dobrze jest po takich odwiedzinach w górach wykonać kilka prostych ćwiczeń rozciągających i napić się soku pomidorowego w większej ilości, który pomaga w usuwaniu zakwaszeń z mięśni i w ten sposób ból szybciej łagodnieje.