Wstęp


Wejście w ścianę było punktem zwrotnym w moim życiu. Od tego momentu już nic w nim nie było takie jak przedtem. Najpierw ogromna depresja uczyniła ze mnie chodzące zombie, potem okres powolnego wracania do zdrowia uświadamiał mi coraz bardziej, co w życiu jest najważniejsze? Dwa lata i osiem miesięcy wyszarpnięte z życia, które jednak, jak się później okazało, nie były dla mnie czasem straconym. Nie tylko odzyskałam zdrowie ale wyszłam z tego największego w moim życiu kryzysu wzmocniona zgodnie z zasadą że to co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dokładnie tak się stało w moim przypadku.

Największą rolę w moim zdrowieniu odegrała właśnie natura w szerokim tego słowa znaczeniu. W chwilach przebłysków spisywałam to co czułam w danym momencie w moim pamiętniku, później w podobnych chwilach odczytywałam moje myśli określające najgłębsze odczucia i płakałam, płakałam, płakałam. W końcu nie było już łez, był smutek, po nim przyszedł spokój a na koniec pierwszy po kilkudziesięciu miesiącach uśmiech. Najbliżsi byli moim wsparciem, najlepsza przyjaciółka powiernicą, mój pies towarzyszem na długich spacerach, Bóg opoką, a rozmowa z nim terapią najwyższej jakości.

To doświadczenie przymusiło mnie niejako do studiowania siebie samej, wsłuchiwania się w to co mówi mi mój własny organizm i stawiania jego potrzeb na pierwszym miejscu. Na nowo polubiłam siebie i mogłam rozpocząć walkę o powrót do zupełnego zdrowia. Podstawą do tego było zdobywanie szerokiej wiedzy z zakresu dbania o zdrowie i zapobiegania nie pożądanym dolegliwością rożnymi metodami najczęściej mającymi związek z naturą i ruchem fizycznym. Dzisiaj chcę się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą z każdym kto tego chce.




Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje rozważania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje rozważania. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 sierpnia 2022

Klejnot w kosmosie

Zauważ jakiej pięknej planety jesteś cząstką. Czy to doceniasz? Ziemia to prawdziwy klejnot w kosmosie, to nasz dom. Żyj i ciesz się życiem na niej póki możesz. Życie to prawdziwy jest dar. Dbajmy o nie i o ten nasz wspólny dom, o Ziemię.

czwartek, 20 lutego 2014

Myśl moja nieskrępowana niczym

Tak sobie myślę, że kobieta, żona, matka w jednym, jest sercem rodziny.
Jak ona czuje się dobrze, to cała rodzina czuje się dobrze.

Lekiem na wiele chorób jest po prostu miłość najbliższych.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Pozytywne myślenie i uśmiech wracają do mnie.

Wyjęte z pamiętnika
Czwartek 2004.12.09

Wczoraj byłam bardzo zmęczona, pełna bólu i przygnębiona, jednym słowem mówiąc – wykończona! Wiele nocy z rzędu źle przespanych, uciążliwe zajęcia w ośrodku rehabilitacyjnym, nowe znajomości i związane z tym przeżycia plus nieustanny ból w całym ciele to stanowczo za wiele, nawet jak dla mnie. Potrzebowałam porządnego odpoczynku, dlatego byłam zmuszona zażyć nie tylko przeciwbólową, ale i nasenną medycynę, czego staram się raczej unikać. Mus to jednak mus. Aby mój organizm chociaż trochę mógł się zregenerować potrzebowałam snu i to całą noc bez przerwy. Udało się! Spałam! Kiedy obudziłam się rano, czułam się lepiej, a moje pozytywne myślenie i uśmiech wróciły do mnie i już cały dzień zarówno w pracy, jak i w domu mnie nie opuszczały.

Z bólem muszę żyć i jedyne co mogę z tym fantem zrobić, to nauczyć się współżyć z tym intruzem w moim ciele najlepiej jak potrafię, nieustannie podejmując różne próby w zwalczaniu go, chętnie bez przeciwbólowych pastylek. Nie mogę dopuścić do tego, by ból zawładnął całym moim życiem i sparaliżował mnie kompletnie. Walczę więc i każde najdrobniejsze nawet zwycięstwo w pokonywaniu tej mojej słabości motywuje mnie do jeszcze większego wysiłku i szukania sposobów by sobie samej pomóc. Dzięki zaangażowaniu i pomocy moich nowych znajomych w pracy, każdego dnia znajduję nowe rozwiązania mojego problemu.

Już jestem pewna, że najlepszym sposobem na nokautowanie moich ograniczeń jest zastąpienie monotonii ruchów ich urozmaiceniem i przeplataniem krótkimi przerwami na odpoczynek, bądź ćwiczenia rozciągające. Przede mną ciągle jeszcze dużo pracy, ale wiem, że z moim wrodzonym uporem dam radę. Muszę pokonać moją słabość! Jestem to winna przede wszystkim sobie. I tego się trzymam!

Jednym z dzisiejszych zajęć był spacer po lesie razem z jeszcze dwiema osobami. Nie tylko szliśmy, ale też zbieraliśmy znalezione śmieci po drodze. Cel był jeden – obserwacja przez te dwie osoby moich ruchów i tego jak sobie radzę w zróżnicowanym terenie. Spacer zawsze dobrze mi robi. To jest dobra gimnastyka dla całego ciała i cudowny mentalny odpoczynek.

Różnorodność ruchów w moim przypadku jest jak oddychanie. Człowiek oddycha, nie myśląc o tym, że to robi. Ja wykonując jakąś pracę muszę się nauczyć zmienności ruchów nie myśląc o tym, że to robię. To musi stać się moim bezwiednym odruchem, zharmonizować się z moimi możliwościami, by nie ograniczało mnie w niczym, musi stać się dla mnie czymś swobodnym i niezauważalnym tak jak oddychanie. Jak to zrobię? Prawdę mówiąc - nie wiem! Jestem jednak pewna, że gdy się tego nauczę, to zacznę na powrót lepiej sobie radzić w życiu, a wtedy mój powrót do pracy zawodowej będzie możliwy. Przynajmniej mam taką nadzieję. Hmm ... ?
Muszę to sprawdzić! Na kim, jak nie na samej sobie?

sobota, 16 listopada 2013

Rozkładając ręce pytam samą siebie – co dalej?

Znowu mnie dopadł! Znowu obezwładnia i przygniata do ziemi. Mój smutek. Dosięgnął mnie po raz nie wiem już który. Znęca się nade mną bezlitośnie, biczuje, szarpie mną i wstrząsa na przemian. Nic nie jest w stanie mnie dzisiaj pocieszyć. Nawet mój niewytłumaczalny optymizm nie znajduje drogi do mnie. Zamknęłam moje wnętrze przed nim, chcę spojrzeć prawdzie w oczy, chcę rozpleść jej warkocze i uwolnić z pętli każdą jej strunę.

Szukam wyjaśnień, których nie znajduję, bo ich nie ma. Utkwiły gdzieś po drodze mojej męki i wtopiły się w szarość dnia powszedniego. Nie mogę w nich odnaleźć siebie. Nie mam z nimi nic wspólnego, a one ze mną, bo mnie w nich nie ma i nigdy nie było. Nikt nie jest winny mojemu położeniu, jedynie ja sama i to jest prawda, okrutna i bezlitosna. Jej szyderczy śmiech powala mnie z nóg i kopie, i kopie, i kopie .. . To kara za to, że nie liczyłam się sama z sobą, że zapomniałam o własnym istnieniu. Dając z siebie zapomniałam brać, zapomniałam, że moje potrzeby są nie mniej ważne. Dzisiaj stoję sama przed sobą i rozkładając ręce pytam samą siebie – co dalej?

Wydawało mi się, że jestem taka silna, że wszystko zniosę i to nie tylko za siebie, ale i za tych, których kocham. Jakże się myliłam! Jak bardzo byłam zarozumiała i pewna siebie. Wyć mi się chce z rozpaczy nad moim własnym ja, nad moim ofiarowaniem siebie, swoich marzeń i ideałów, mojego życia tak do końca i bez reszty, nie żądając nic w zamian. Kim dzisiaj jestem? Czyżby tylko wyschniętym źródłem? Czy AŻ spełnioną matką i żoną mającą wiele powodów do dumy ... ? Gdzie w tym wszystkim jestem ja jako indywiduum?

Miłość nie może być głupia, a tym bardziej ślepa. Taka miłość nie jest dobra, bo zabiera wszystko kochającemu nią, ograbia go z własnego jego życia. Czyżbym żałowała czasu, który dla mnie minął bez powrotnie? Czyżbym żałowała moich niesamolubnych decyzji ... ? Nie może być! Prawda wtedy byłaby nazbyt okrutna i nie do zniesienia.

Czyż nie spełniamy się w innych? Czyż nie otwieramy drogi do sukcesu tym, których kochamy zapominając siebie dla nich? Czyż ich sukcesy nie są wtedy i naszymi sukcesami? Jeżeli tak, to skąd ten niedosyt we mnie, to uczucie niespełnienia i osobistej porażki?

poniedziałek, 7 października 2013

Bez zbędnych kompleksów

Drogą do świadomego życia jest odważne spojrzenie na siebie samego bez porównywania się z innymi. Dopuszczenie do swojej świadomości, że to jest moje życie i dlatego to moje możliwości wprowadzam w obieg. Jesteś i byłeś dla siebie samego najważniejszy! Gdy czujesz się dobrze z samym sobą, spełniony, wtedy inni czują się dobrze z tobą. Ktoś potrafi albo może więcej, ktoś inny mniej, jakie to ma znaczenie dla indywiduum? Tylko i aż takie, żeby odważył się być sobą i wprawił swoją machinę/siebie w ruch bez zbędnych kompleksów. By nie starał się tylko, ale by chciał złapać szczęście za całe stopy. Każdy z nas to potrafi, naprawdę! Wystarczy chcieć i robić, każdy wg swoich możliwości, a te - proszę mi wierzyć - są ogromne, tylko czekają by je wyzwolić z naszej niepewności i braku wiary w siebie.

Gorący umysł stymuluje nie tylko myśl, ale również pobudza naszą świadomość. Świadomość rodzi pragnienie, a to z kolei myśl zamienia w czyn zanim Ziemia zdąży obrócić się dookoła własnej osi. Co dnia nie tylko mięśnie, ale i umysł trzeba poddawać treningowi i to poprzez serce. Bo żyjąc samemu nie wolno nam odbierać prawa do życia innym. Nic więc za wszelką cenę! Realizując siebie, nie zapominaj o empatii.

Z wegetacją precz!! Gdy wdziera się ona drzwiami wyrzuć ją oknem, gdy wchodzi przez okno wyrzuć ją drzwiami. Żyj i ciesz się życiem jednocześnie sprawiając radość żyjącym obok ciebie. Nie zapominaj, że człowiek jest stworzeniem stadnym. Może działać, czuć się szczęśliwym i spełnionym jedynie wtedy gdy to co robi ma sens i swoich odbiorców. Mówiąc innymi słowami, gdy ma dla kogo żyć i działać w zamian doświadczając podziwu i docenienia, nie szczędząc innym tego samego za ich dokonania. Wszyscy potrzebujemy od czasu do czasu miłego słowa, poświęconej tylko nam uwagi i zwykłego tylko dziękuję!

Korzystanie z życia, różne rzeczy znaczy lecz jeden ma sens dla wszystkich – dotknąć gwiazd czyli szczęścia. Bo o nie właśnie w tym wszystkim chodzi. Dla każdego szczęście ma inną formę, co innego znaczy, ale odczuwamy je podobnie – przy zderzeniu się z nim odlatujemy w kierunku innych galaktyk! :D

czwartek, 26 września 2013

Jesienny spacer w towarzystwie własnych rozważań

Jesienny spacer to kąpiel dla duszy w całej gamie barw. Oczyszcza wnętrze swoim kolorowym ciepłem, mimo często niskiej już temperatury. Szczególnie z samego rana, gdy cywilizacja jeszcze śpi, gdy cisza przed wschodem słońca pozwala słyszeć własne myśli. Przeżywam to każdego dnia już od jakiegoś czasu i za każdym razem jednakowo mocno i dogłębnie. Zachwycam się otaczającym mnie świtem, sprzyjającym rozważaniom na różne tematy.

Gdy jeszcze jest ciemno wsiadam na rower i jadę do centrum miasta, skąd prowadząc rower obok, wracam pieszo do domu, za każdym razem obierając inną do niego drogę. Obserwuję moment, w którym noc kładzie się do snu, a wstaje nowy dzień. Jak powoli jesienne kolory nabierają mocy, stają się wyraźne i zachęcające do porannego spaceru.

Ludzie powoli wysypują się ze swoich domowych pieleszy,
spieszą się do swoich codziennych zajęć gdzieś tam poza domem. Często są jeszcze zaspani, ziewający, tak jakby strząsali z siebie resztki nagle przerwanego dzwoniącym budzikiem snu. Niektórzy dopinają kurtki, inni przeżuwając resztki kanapki lub dopijając kawę w plastikowych kubkach, kończą swoje śniadanie po drodze. Ciągle się spieszą! Jedni idąc szybkim krokiem, inni jadąc na rowerach, jeszcze inni czekając na przystankach autobusowych spoglądają nerwowo na swoje komórki. Jestem pewna, że patrzą na zegarki. Ciekawa jestem, czy w takich momentach dostrzegają świat ich otaczający, czy tylko znajdują się w nim jakby przypadkowo, jakby przeskakiwali przez chwilki swojego zycia jak krótkodystansowiec w biegu przez płotki? Skoncentrowani jedynie na jak najszybszym osiągnięciu celu.

Jeszcze nie tak dawno sama byłam taka zabiegana, wpatrzona jedynie w cel, nie widząca niczego wokół. Nie dostrzegająca przemijających chwilek, z których składa się życie, nie czująca w nich własnej obecności, nie istniejąca. Tak jakbym chciała prześcignąć czas, jakbym chciała wygrać z nim wyścig - tylko o co i po co?

Poranek do poranku nie jest podobny. Raz dzień wstaje słońcem, raz mgłą, innym razem deszczem.
Mam uczucie jakbym to wszystko tak naprawdę przeżywała po raz pierwszy, jakbym dopiero teraz odnalazła oczy, uszy i siebie w otaczającym mnie świecie. To co widzę, słyszę i odczuwam zachwyca mnie.

Idąc obok roweru rozmyślam o tym wszystkim, ciesząc się w duchu, że nie spóźniłam się na swoje własne życie, mimo wielu przeszkód i trudności napotykanych po drodze. Żal mi tylko tych wszystkich, zabieganych ludzi. Może jak ja, muszą wpierw wejść w przysłowiową ścianę, by zacząć rozumieć, co w życiu człowieka jest najważniejsze - myślałam - by przewartościować sens swojego istnienia i obrać ten właściwy cel, do którego warto jest zmierzać? Hmm!? Nie dziwię się jednak nikomu i niczemu. Świat dzisiaj wygląda tak, jak wygląda! Aby żyć trzeba pracować. Pracując nie mamy już często czasu na nic więcej. Praca pochłania tak ogromną jego część.

Co ze mną? Jakim cudem ja znajduję czas na zachwycanie się życiem jednocześnie pracując?
Odpowiedź jest prosta - przewartościowałam swoje życie. Dopasowałam nie siebie do pracy, ale pracę do siebie, do moich własnych, prawdziwych potrzeb i możliwości. Traktuję pracę jak dodatek do życia, a nie jak jego sens.

Po moim odrodzeniu się zrozumiałam co w życiu ma prawdziwą i największą wartość, w moim życiu. Od tego też momentu nikomu nie pozwalam wmawiać mi, co dla mnie jest najlepsze? Odpowiedź na to pytanie ja sama znam najlepiej i tego się trzymam ponieważ zauważyłam, że wszystko co w życiu jest najlepsze, najpiękniejsze, warte zachodu, jest za darmo. Świadomość tego pozwala mi żyć bez długów, a więc być prawdziwie wolnym człowiekiem. Pracując dla siebie, a nie na banki, znajduję wiele czasu i możliwości by w pełni cieszyć się życiem, delektować się nim. To nie pieniądz rządzi mną, ale odwrotnie.


Mam takie same potrzeby jak inni ludzie, ale zrozumiałam, że nie muszę mieć wszystkiego od razu,
że opłaca się czekać na spełnianie swoich marzeń bez stresu. Opłaca się zmierzać do ich spełnienia powoli. Lepiej wtedy smakują, bo są moim osiągnięciem a nie tylko kupionym na kredyt złudzeniem, po którym dostaje się w końcu jedynie zgagę. Dzisiejszy świat stanowczo za bardzo się spieszy!

Ja wolę płacić tylko własne rachunki, a nie pracować na rachunki w przepychu żyjących bankierów. Niech sobie żyją w przepychu, nic mi do tego, byle nie moim kosztem, nie kosztem MOJEGO zdrowia.

niedziela, 22 września 2013

TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZY!


Zdrowie jest kruchym darem. Bardzo łatwo można je stracić. Wystarczy jakiś okres nieuwagi, wystarczy bezmyślność lub lekceważenie wagi tego daru, zapomnienie, że zdrowie to największy jest SKARB jaki możemy posiadać. Bez zdrowia wszystko traci swoją wartość. Nie zaniedbuj więc go! Każdy człowiek może dużo z siebie dać pod warunkiem, że wpierw dużo bierze dla siebie. Wydaje się ta moja filozofia być dziwną dla kogoś? Wcale mnie to nie dziwi! :D

Nie dziwi mnie szczególnie jeżeli chodzi o ludzi pozbawionych egoizmu, nauczonych zawsze myśleć wpierw o drugich, o swoich najbliższych, nauczonych, że myślenie o sobie i poświęcanie zbyt wiele czasu własnej osobie to coś brzydkiego, coś co nie przystoi szlachetnemu człowiekowi, to wręcz jest narcyzm. Uwierzcie mi, że są to BZDURY wpojone nam przez kochających nas, nieświadomych tego, że wyrządzają w ten sposób krzywdę i to nie tylko nam ale i sobie samym. Świadomość człowieka, podobnie jak i technika ciągle się rozwija i muszę nazwać to w tym miejscu czymś BARDZO DOBRYM!

Człowiek, który nie kocha siebie samego, nie jest w stanie kochać innych mimo iż może wiele dla innych robić bez prowadzenia rachunku. Tak! Taki człowiek, może i nie prowadzi rachunku, ale samo jego życie rachunek mu wystawi za bezmyślność. Jakież będzie jego zdziwienie, gdy zobaczy, że nic nie zyskał lecz jeszcze do swojego poświęcania się musi dopłacić - utratą własnego zdrowia.

Ile goryczy wtedy rodzi się w takim człowieku!? Goryczy, która zamienia się w żal, a z czasem przeradza się nawet w nienawiść. Wpierw własnej głupoty, bo okazuje się, że nikt ci nie mówi dziękuję za twoje poświęcanie się, mało tego, winą za utratę zdrowia obarczą ciebie samego i chociaż ciężko będzie ci w to uwierzyć, to powiem ci, że TO ONI MAJĄ RACJĘ!

Każdy z nas jest kowalem nie tylko własnego losu, ale również i przede wszystkim ZDROWIA. Pamiętaj! Wszyscy są ważni, ale TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZY! Aby inni mogli się dobrze czuć z tobą, wpierw ty musisz się dobrze czuć z samym sobą. Aby zawsze móc pomagać innym, wpierw musisz zadbać o samego siebie. Tak to właśnie działa.

Gdy się poświęcasz dla innych zapominając o sobie, prędzej czy później zaczniesz czuć się pokrzywdzonym „przez los”, chociaż tak naprawdę będziesz pokrzywdzonym przez samego siebie. To z kolei doprowadzi cię do stanu w którym znienawidzisz wszystkich wokół ciebie. W tym co będziesz robił nie będzie już miejsca na serce. Gdy w końcu zaczniesz mieć pretensje do samego siebie będzie już za późno ponieważ staniesz się wypalonym człowiekiem, pozbawionym jakichkolwiek sił witalnych. Wszystko stanie się dla ciebie przymusem, nawet samo życie, które wyda ci się pozbawionym wszelkiego sensu. Z takiego stanu bardzo trudno jest się podnieść. Nigdy więc do niego nie doprowadź siebie!

Dbając o innych, znajdź wpierw czas dla siebie. Postaw granice, których nikomu nie będzie wolno przekroczyć, ponieważ będą to granice twojej prywatności, do której podobnie jak inni masz pełne prawo. Naucz się mówić NIE! I nie miej przy tym skrupułów i wyrzutów sumienia. W twoim NIE, nie ma niczego złego, to tylko jest samoobrona. Nawet Jezus potrzebował czasu tylko dla siebie, chociaż był doskonałym człowiekiem, potrzebował czasu by odnowić swoje siły. Zdziwisz się przy tym jak bardzo wzrośnie do ciebie szacunek innych, którzy nagle spostrzegą w tobie człowieka, a nie tylko pachołka do wszystkiego. Ładuj swoje baterie regularnie. Rób to co lubisz robić, a nie tylko to co musisz, aby siły witalne w tobie miały swoje stałe do odradzania się źródło, z którego w obfitości i bez końca będziesz mógł czerpać dla własnego ja i dawać z siebie wszystkim na których ci mniej lub bardziej zależy. I to właśnie jest prawidłowość – balans, który jest podstawą zachowania jak najdłużej swojego drogocennego zdrowia. Życzę powodzenia! :D

wtorek, 12 lutego 2013

Znowu filozofowania chwila

Dzisiaj rozwinąć chcę myśl, którą podpowiedział mi Portier - autor wspaniałego bloga, jednym ze swoich wpisów tak bardzo zgadzającym się z omawianym tu przeze mnie tematem. Częściowo moja myśl jest rozwinięciem komentarza jaki zostawiłam pod tym jego mądrym wpisem, a częściowo wspomnieniem moich własnych doświadczeń.

Gonitwa za marnościami, brak czasu na zatrzymanie się i refleksję, monotonia sprowadzająca się często tylko do pracy, jedzenia i spania i tak na okrągło, pozbawia człowieka rozpoznania sensu zawartego w życiu. To właśnie wtedy płynie ono jakby obok niego, jakby jego własne ja nie istniało. Zapomniał o sobie, zapomniał o innych lub też pamiętał tylko o nich, o ich potrzebach zapominając o swoich. W końcu stoczył się do "niebytu" i w rezultacie nie potrafi już więcej wykrzesać z siebie niczego wartościowego dla nikogo, tym bardziej dla siebie samego. Zszedł do szaroświatu-życia bez pielęgnowania prawdziwych wartości i w ten sposób dał się pochłonąć nicości. Wypalił się, stał się pustym naczyniem. Chciałby nadal dawać z siebie innym, ale nie ma już nic czym mógłby się podzielić. Ta niemoc ograbia go z wiary w siebie i sprawia, że czuje się jak spętana ofiara złożona na ołtarzu. Jego świat stał się bezbarwny, szary i pusty jak ławka w zimowy wieczór.

I tego nie muszę sobie wyobrażać. Ja tam byłam przez ponad trzydzieści miesięcy, w tym świecie bez kolorów. Próbowałam krzyczeć, ale był to krzyk bezgłośny. Próbowałam wypłynąć z tej nicości na powierzchnię, ale długo nie mogłam. Ta, nie szara, a czarna otchłań silniejsza była ode mnie. Trwałam w niej bezsilna dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, aż do momentu gdy wytężyłam resztki moich sił by to zmienić. I udało się. I znowu zobaczyłam kolory. Zdążyłam się cofnąć, ale tylko Bóg wie na jak długo.

Każdy w końcu musi odejść, ale nie każdy w niebyt. Te dwa światy mogą połączyć się w jeden dla tych, którzy akceptują mijający czas, siebie i robią dobry użytek z tych wartości. Oni będą trwać w tym co posiali i w swoich potomkach, bo zadbali o swoje odbicie w lustrze z myślą o bliskości tej drugiej strony i z wiarą, że dla wytrwałych w pokonywaniu szaroświatu, tam, po drugiej stronie bólu nie ma.

Przemijanie jednych jest narodzinami drugich i tak bez końca życie trwa przechodząc tylko z jednej na drugą stronę lustra. Właśnie dlatego tak ważne jest nie zapominać o zatrzymywaniu się na chwilę podczas swojej wędrówki i poddaniu się refleksji, by nie dać się pochłonąć szaroświatowi, by nie zniknęło na zawsze twoje odbicie w lustrze.

piątek, 8 lutego 2013

Prawdziwy klejnot

Zobacz jakiej pięknej planety jesteś cząstką. Czy to doceniasz? Ziemia to prawdziwy klejnot w kosmosie, to nasz dom. Żyj i ciesz się życiem na niej póki możesz. Życie to prawdziwy jest dar. Dbajmy o nie i o nasz wspólny dom.
 
 

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ach to moje dociekanie!

Dzisiaj spoglądając wstecz, przypominając sobie mnie z okresu mojej choroby zastanawiam się nad siłą drzemiącą w człowieku, która pcha go do walki, do przezwyciężenia swoich własnych słabości. Bo to właśnie one, moim zdaniem, są człowieka największym wrogiem. Te niechciane, a jednak pielęgnowane przez samego właściciela własnego ja, słabości.

Dobrze, że istnieje coś takiego jak podświadomość. Myślę, że ona jest rezerwą witalności w naszym jestestwie, pamięcią naszej osobowości, chroniącą nas przed całkowitym upadkiem w czasie kryzysu wewnętrznego. Zawsze w odpowiednim momencie staje przed zamkniętymi drzwiami do naszego wnętrza i kołacze w te drzwi uparcie i coraz głośniej, tak byśmy w końcu musieli jej dobijanie się do nas usłyszeć, uchylić na moment drzwi i to już dla niej wystarczy. Już zdąży wcisnąć się do naszego wnętrza i pozostać w nim, by w końcu przygotować je na przyjęcie i zadomowienie się w nim na nowo naszego zagubionego na chwilę ja.
Bo nasza podświadomość silniejsza jest od nas i nie poddaje się tak łatwo. Walczy o nas do końca i gdy tylko zechcemy jej dobijanie się do nas usłyszeć pomoże nam wygrać walkę z tym, co nas zniewoliło, z naszymi ułomnościami i słabościami, brakiem wiary w siebie. Pomoże nam na powrót odnaleźć nasze własne ja i do tego bardzo wzmocnione. Jestem tego żywym przykładem. Byłam jak powalone drzewo, a jednak znowu stoję.





Bóg tchnął w nas nie tylko życie, ale i siłę, by je przeżyć od początku do końca, wiarę, że jest to możliwe. Wyposażył nas we wszystko czego potrzebujemy, chodzi tylko o to, byśmy robili z tego dobry użytek.

sobota, 2 lutego 2013

Moje małe filozofowanie

Wiele razy zadawałam sobie samej pytanie - co jest sensem naszego istnienia? Czy jest to tylko praca, spanie i jedzenie? Czy jest to tylko zdobywanie i przedłużanie naszego gatunku? Jeżeli tak, to w jakim celu? Po co? Jeżeli życie to nie tylko praca, spanie, jedzenie, zdobywanie i rozmnażanie się, ale również przyjemność, co nie ulega wg mnie wątpliwości, to jak dostrzec to ostatnie w całej tej wydawałoby się niepotrzebnej, codziennej bieganinie, by nie dać się wciągnąć w wir rzeki życia i nie utonąć w nim? Jak omijać ukryte w niej niebezpieczeństwa? Płynąć z prądem, czy pod prąd?

Płynięcie z prądem jest zbyt łatwe i nie satysfakcjonuje, natomiast płynięcie pod prąd wymaga ogromnego wysiłku i samozaparcia, szczególnie gdy chodzi o słuszną sprawę. Wymaga też treningu, a więc przygotowania, zahartowania, by nie stać się ofiarą ukrytych w rzece życia wirów. W dalszym ciągu jednak jest pytanie - po co to wszystko skoro i tak kiedyś musimy umrzeć? Jeżeli musimy umrzeć, to po co się starać? Po co dbać o siebie, o swoje i swoich najbliższych zdrowie, po co zabiegać o cokolwiek?

Wydaje mi się, że odpowiedź na te wszystkie pytania zawarłam w moim poprzednim poście - bo życie to dar jedyny i nie powtarzalny i każdy z nas to wie. I chociażby było ono biedne, czy najnędzniejsze z najnędzniejszych, to pragniemy je przeżyć całe i nie ważne z bólem, czy bez, czy je sobie chwalimy, czy nie, chcemy je zachować, bo jest mimo wszystko pięknym i niepowtarzalnym darem. Walczymy o nie nawet wtedy, gdy pozbawione jest ono wydawałoby się wszelkich wygód i przywilejów i w ogóle jakiegokolwiek sensu.

Życie to nie tylko praca, spanie, jedzenie, zdobywanie i rozmnażanie się, ale jest to również przyjemność dla strudzonego dbaniem o przetrwanie człowieka. To jest także radość z możliwości przeżywania i dostrzegania np. piękna, miłości, które są wszędzie i za darmo, a nawet bólu, który sprawia, że zaczynamy doceniać ten dar, jakim jest życie.

Często szukamy szczęścia po całym szerokim świecie, a tym czasem ono jest tuż obok nas, a raczej w nas - to jest samo życie. Tak! To samo życie jest szczęściem! Dlatego właśnie warto jest o nie dbać i nie tylko dla siebie i o swoje.

Szczęśliwy człowiek rozdaje szczęście, nieszczęśliwy człowiek sieje nienawiść nawet do siebie samego.

- Kiedy człowiek jest szczęśliwy?
 
- Moim zdaniem wtedy, gdy nie porównuje się z innymi, gdy docenia swój własny dar jaki otrzymał - swoje własne życie i cieszy się każdą jego sekundą bez względu na sytuację w jakiej się znajduje, gdy wie,  że potrzebny jest innym, a oni jemu.
 
-Kiedy człowiek jest nieszczęśliwy?

- Gdy mu inni wmówią, że brakuje mu czegoś, gdy mu wmówią, że jest biedny, że jest nikim i tam takie inne brednie. To rodzi w człowieku kompleksy, pragnienie posiadania i zazdrość posiadającym. To z kolei prowadzi go na drogę ciągłej udręki. Przestaje dostrzegać szczęście jakim jest jego własne życie i pragnie je przeżyć naśladując innych, bezosobowo - zgubił więc samego siebie. Taką zgubę najtrudniej jest odnaleźć -wg mnie. Często już nigdy lub dopiero na łożu śmierci.
 

czwartek, 31 stycznia 2013

Życie to dar

I już znowu mamy czwartek. Nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Dopiero co był weekend podczas którego tak się rozkręciłam, ze nie mogę się zatrzymać. Ha ha ha ha ha! To dobrze, to bardzo dobrze! Brakowało mi tego rozmachu, tej nieustannej bieganiny i krzątaniny wokół codziennych spraw, które tak naprawdę są esencją naszego życia. Trzeba, jak ja, wejść wpierw w przysłowiową ścianę by to zrozumieć i docenić. To one mobilizują nas do działania, planowania, budzą w nas chęć tworzenia i zdobywania nie wiadomo jak wysokich szczytów.

Każdego dnia rodzą się w nas nowe pomysły, nowe marzenia i każdego dnia mamy nadzieję na ich spełnienie. Sama nadzieja jednak, to o wiele za mało. Potrzebujemy tę nadzieję przemienić w wiarę, a wiarę w czyn. I jak już pisałam - dla chcącego nic trudnego. Mogłam ja, to może każdy.
Każdy człowiek jest w posiadaniu ogromnej siły, chociaż nie każdy człowiek zdaje sobie z tego sprawę.
Życie jest tu, teraz i wszędzie wokół nas, ono jest w nas samych, nie musimy więc go szukać, wystarczy się do niego uśmiechnąć, zauważyć jego piękno w rzeczach małych, w chwilkach, z których się ono składa, w których jest wiele szczęścia mimo iż często go nie dostrzegamy. Przeszkodą w tym jest często nasze porównywanie się z innymi. Niepotrzebnie, ponieważ każdy z nas jest wszechświatem we wszechświecie, każdy z nas jest spełnieniem czegoś, dopełnieniem kogoś, czyimś spełnionym marzeniem, w końcu każdy z nas jest niepowtarzalnym dziełem żywej sztuki przez duże "S", największego artysty jaki kiedykolwiek istniał, bo naszego Stwórcy. On tchnął w nas nie tylko życie, ale i siłę, by je przeżyć najpiękniej i najlepiej jak potrafimy, a nawet jeszcze piękniej.

Zakończę słowami ulubionej mojej piosenki:
"Bo życie to dar, nie zmarnuj go na smutki i żale - walcz! ... Bo życie to cud! ..."