Wstęp


Wejście w ścianę było punktem zwrotnym w moim życiu. Od tego momentu już nic w nim nie było takie jak przedtem. Najpierw ogromna depresja uczyniła ze mnie chodzące zombie, potem okres powolnego wracania do zdrowia uświadamiał mi coraz bardziej, co w życiu jest najważniejsze? Dwa lata i osiem miesięcy wyszarpnięte z życia, które jednak, jak się później okazało, nie były dla mnie czasem straconym. Nie tylko odzyskałam zdrowie ale wyszłam z tego największego w moim życiu kryzysu wzmocniona zgodnie z zasadą że to co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dokładnie tak się stało w moim przypadku.

Największą rolę w moim zdrowieniu odegrała właśnie natura w szerokim tego słowa znaczeniu. W chwilach przebłysków spisywałam to co czułam w danym momencie w moim pamiętniku, później w podobnych chwilach odczytywałam moje myśli określające najgłębsze odczucia i płakałam, płakałam, płakałam. W końcu nie było już łez, był smutek, po nim przyszedł spokój a na koniec pierwszy po kilkudziesięciu miesiącach uśmiech. Najbliżsi byli moim wsparciem, najlepsza przyjaciółka powiernicą, mój pies towarzyszem na długich spacerach, Bóg opoką, a rozmowa z nim terapią najwyższej jakości.

To doświadczenie przymusiło mnie niejako do studiowania siebie samej, wsłuchiwania się w to co mówi mi mój własny organizm i stawiania jego potrzeb na pierwszym miejscu. Na nowo polubiłam siebie i mogłam rozpocząć walkę o powrót do zupełnego zdrowia. Podstawą do tego było zdobywanie szerokiej wiedzy z zakresu dbania o zdrowie i zapobiegania nie pożądanym dolegliwością rożnymi metodami najczęściej mającymi związek z naturą i ruchem fizycznym. Dzisiaj chcę się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą z każdym kto tego chce.




poniedziałek, 4 lutego 2013

Wyjęte z pamiętnika

Czwartek 2004.11.25 Wyjęte z pamiętnika

Dzisiaj znowu byłam w ośrodku rehabilitacyjnym. Po rozmowie z moim opiekunem spotkałam moją gimnastyczkę i ergonomistkę zarazem. Te dwie rozmowy jedna po drugiej zabrały dużo czasu i zmęczyły mnie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ból w ciele nasilił się, mimo to nie poddałam się. To jest mój sposób na sprawdzanie siebie samej - ile wytrzymam i czy dam radę osiągnąć postawiony przez siebie samą cel, który chcę osiągnąć?

Gdy jestem tak zmęczona jak dzisiaj, to zaczynam się źle czuć, mam wrażenie, że chce mi się wymiotować, ale nic podobnego się nie dzieje. Nienawidzę tego uczucia! Nienawidzę czuć się taką słabą! Samej siebie wtedy nie poznaję i ogarnia mnie złość na samą siebie. Zastanawiam się nad tym, gdzie się podziała dawna ja, ta energiczna, wszystkiego ciekawa i radząca sobie ze wszystkim, zawsze pozytywnie usposobiona kobieta?


Po powrocie do domu byłam zbyt zmęczona aby wyjść na spacer z moją suczką i niestety zabrakło mi sił, by się temu mojemu zmęczeniu przeciwstawić. Jutro będzie lepiej - powiedziałam sama do siebie - wycisz się dziewczyno! Przecież rozumiesz, ..., że ... nie wszystko od razu, ..., że ... potrzebujesz czasu! Pocieszałam samą siebie.
Miałam jeszcze pół dnia przed sobą i musiałam go jakoś przeżyć, zagospodarować. Całe moje ciało było sztywne i obolałe, byłam zmuszona i dzisiaj pomóc sobie medycyną przeciw bólową. Zadziałało, ale ja nie byłam zadowolona. Odkąd pamiętam byłam przeciwniczką pakowania w siebie tej chemii.
Muszę coś z tym zrobić! Znaleźć inny sposób aby sobie pomóc - pomyślałam i w tym samym momencie pomyślałam również, że nie jest już tak źle ze mną, bo zaczynam szukać rozwiązań. Uśmiechnęłam się radośnie do tej myśli tak, jakbym odkryła nowy ląd. Poczułam, jak ta myśl wzmocniła mnie, wzmocniła we mnie wolę walki o siebie samą. Teraz już wiem, że dam radę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz