Wstęp


Wejście w ścianę było punktem zwrotnym w moim życiu. Od tego momentu już nic w nim nie było takie jak przedtem. Najpierw ogromna depresja uczyniła ze mnie chodzące zombie, potem okres powolnego wracania do zdrowia uświadamiał mi coraz bardziej, co w życiu jest najważniejsze? Dwa lata i osiem miesięcy wyszarpnięte z życia, które jednak, jak się później okazało, nie były dla mnie czasem straconym. Nie tylko odzyskałam zdrowie ale wyszłam z tego największego w moim życiu kryzysu wzmocniona zgodnie z zasadą że to co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dokładnie tak się stało w moim przypadku.

Największą rolę w moim zdrowieniu odegrała właśnie natura w szerokim tego słowa znaczeniu. W chwilach przebłysków spisywałam to co czułam w danym momencie w moim pamiętniku, później w podobnych chwilach odczytywałam moje myśli określające najgłębsze odczucia i płakałam, płakałam, płakałam. W końcu nie było już łez, był smutek, po nim przyszedł spokój a na koniec pierwszy po kilkudziesięciu miesiącach uśmiech. Najbliżsi byli moim wsparciem, najlepsza przyjaciółka powiernicą, mój pies towarzyszem na długich spacerach, Bóg opoką, a rozmowa z nim terapią najwyższej jakości.

To doświadczenie przymusiło mnie niejako do studiowania siebie samej, wsłuchiwania się w to co mówi mi mój własny organizm i stawiania jego potrzeb na pierwszym miejscu. Na nowo polubiłam siebie i mogłam rozpocząć walkę o powrót do zupełnego zdrowia. Podstawą do tego było zdobywanie szerokiej wiedzy z zakresu dbania o zdrowie i zapobiegania nie pożądanym dolegliwością rożnymi metodami najczęściej mającymi związek z naturą i ruchem fizycznym. Dzisiaj chcę się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą z każdym kto tego chce.




wtorek, 12 lutego 2013

Znowu filozofowania chwila

Dzisiaj rozwinąć chcę myśl, którą podpowiedział mi Portier - autor wspaniałego bloga, jednym ze swoich wpisów tak bardzo zgadzającym się z omawianym tu przeze mnie tematem. Częściowo moja myśl jest rozwinięciem komentarza jaki zostawiłam pod tym jego mądrym wpisem, a częściowo wspomnieniem moich własnych doświadczeń.

Gonitwa za marnościami, brak czasu na zatrzymanie się i refleksję, monotonia sprowadzająca się często tylko do pracy, jedzenia i spania i tak na okrągło, pozbawia człowieka rozpoznania sensu zawartego w życiu. To właśnie wtedy płynie ono jakby obok niego, jakby jego własne ja nie istniało. Zapomniał o sobie, zapomniał o innych lub też pamiętał tylko o nich, o ich potrzebach zapominając o swoich. W końcu stoczył się do "niebytu" i w rezultacie nie potrafi już więcej wykrzesać z siebie niczego wartościowego dla nikogo, tym bardziej dla siebie samego. Zszedł do szaroświatu-życia bez pielęgnowania prawdziwych wartości i w ten sposób dał się pochłonąć nicości. Wypalił się, stał się pustym naczyniem. Chciałby nadal dawać z siebie innym, ale nie ma już nic czym mógłby się podzielić. Ta niemoc ograbia go z wiary w siebie i sprawia, że czuje się jak spętana ofiara złożona na ołtarzu. Jego świat stał się bezbarwny, szary i pusty jak ławka w zimowy wieczór.

I tego nie muszę sobie wyobrażać. Ja tam byłam przez ponad trzydzieści miesięcy, w tym świecie bez kolorów. Próbowałam krzyczeć, ale był to krzyk bezgłośny. Próbowałam wypłynąć z tej nicości na powierzchnię, ale długo nie mogłam. Ta, nie szara, a czarna otchłań silniejsza była ode mnie. Trwałam w niej bezsilna dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, aż do momentu gdy wytężyłam resztki moich sił by to zmienić. I udało się. I znowu zobaczyłam kolory. Zdążyłam się cofnąć, ale tylko Bóg wie na jak długo.

Każdy w końcu musi odejść, ale nie każdy w niebyt. Te dwa światy mogą połączyć się w jeden dla tych, którzy akceptują mijający czas, siebie i robią dobry użytek z tych wartości. Oni będą trwać w tym co posiali i w swoich potomkach, bo zadbali o swoje odbicie w lustrze z myślą o bliskości tej drugiej strony i z wiarą, że dla wytrwałych w pokonywaniu szaroświatu, tam, po drugiej stronie bólu nie ma.

Przemijanie jednych jest narodzinami drugich i tak bez końca życie trwa przechodząc tylko z jednej na drugą stronę lustra. Właśnie dlatego tak ważne jest nie zapominać o zatrzymywaniu się na chwilę podczas swojej wędrówki i poddaniu się refleksji, by nie dać się pochłonąć szaroświatowi, by nie zniknęło na zawsze twoje odbicie w lustrze.

4 komentarze:

  1. Ten wpis daje dużo do myślenia. Aby pomalować swoją codzienność wymaga sztuki.myślę ze każdy z nas ma możliwość stworzyć swoje arcydzieło, ale należy używać swego talentu i narzedzi i kontynuować oraz oczywiście brać inspiracji od innych, tak zwanych mistrzów.A wśród tych mistrzów jesteś ty Karolino :) dziękuję za inspiracje.

    Pozdrawiam
    Sabina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również Ci dziękuję Sabino za Twój miły komentarz i za przypomnienie mi, że należy posiadany "talent" wykorzystywać i kontynuować to, co się zaczęło. Jeszcze raz dziękuję.

      Usuń
  2. Dziękuję za odwiedziny i miły komentarz :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja Tobie dziękuję za świetny blog jaki prowadzisz. Postaram się częsciej go odwiedzać.:)

      Również cię pozdrawiam :)

      Usuń