Wstęp


Wejście w ścianę było punktem zwrotnym w moim życiu. Od tego momentu już nic w nim nie było takie jak przedtem. Najpierw ogromna depresja uczyniła ze mnie chodzące zombie, potem okres powolnego wracania do zdrowia uświadamiał mi coraz bardziej, co w życiu jest najważniejsze? Dwa lata i osiem miesięcy wyszarpnięte z życia, które jednak, jak się później okazało, nie były dla mnie czasem straconym. Nie tylko odzyskałam zdrowie ale wyszłam z tego największego w moim życiu kryzysu wzmocniona zgodnie z zasadą że to co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dokładnie tak się stało w moim przypadku.

Największą rolę w moim zdrowieniu odegrała właśnie natura w szerokim tego słowa znaczeniu. W chwilach przebłysków spisywałam to co czułam w danym momencie w moim pamiętniku, później w podobnych chwilach odczytywałam moje myśli określające najgłębsze odczucia i płakałam, płakałam, płakałam. W końcu nie było już łez, był smutek, po nim przyszedł spokój a na koniec pierwszy po kilkudziesięciu miesiącach uśmiech. Najbliżsi byli moim wsparciem, najlepsza przyjaciółka powiernicą, mój pies towarzyszem na długich spacerach, Bóg opoką, a rozmowa z nim terapią najwyższej jakości.

To doświadczenie przymusiło mnie niejako do studiowania siebie samej, wsłuchiwania się w to co mówi mi mój własny organizm i stawiania jego potrzeb na pierwszym miejscu. Na nowo polubiłam siebie i mogłam rozpocząć walkę o powrót do zupełnego zdrowia. Podstawą do tego było zdobywanie szerokiej wiedzy z zakresu dbania o zdrowie i zapobiegania nie pożądanym dolegliwością rożnymi metodami najczęściej mającymi związek z naturą i ruchem fizycznym. Dzisiaj chcę się dzielić moimi doświadczeniami i wiedzą z każdym kto tego chce.




sobota, 9 lutego 2013

Zimowy walc

Ostatnie dwa dni tańczyłam zimowego walca. Naprawdę! Wprawdzie nie na łyżwach i nie na lodzie, ale chodząc w śniegu i jeżdżąc na rowerze między spadającymi z nieba śnieżynkami. Było tak cudnie, że dech zapierało mi w piersiach. Co chwilę przystając w zachwycie i z zachwytem robiłam zdjęcia Pani Zimie. Ona jest bardzo wdzięczną modelką, chociaż ja niekoniecznie dobrym fotografem. Robiłam jednak zdjęcia, by utrwalić jej piękno nie tylko wspomnieniem w mojej duszy. Oto kilka z nich.

Temperatura była blisko zera, co tym bardziej zachęcało do obcowania z naturą. Byłam w drodze do pracy, jednak nie spieszyłam się zbytnio. Dałam sobie czas na przystawanie i podziwianie zimowego uroku. Czerpałam z natury pozytywną energię, ładowałam swoje baterie jej pięknem. Piękno, które jest wszędzie dookoła nas, zawsze rodzi w człowieku chęć do życia i działania, pomaga doceniać szczęście jakim jest samo życie, a to z kolei podnosi człowieka kreatywność. Dzisiaj, ludzie stanowczo za dużo stresują się, są ciągle tacy zabiegani, że patrząc przed siebie często niczego nie widzą. Zdarza się, że nie poznają mijanych na ulicy znajomych. Nawet nie zauważyliby zimy, gdyby czasami nie zmarzli, gdyby nie musieli odśnieżyć swoich drogich zabawek. Ja także kiedyś tak żyłam, brałam udział w wyścigu donikąd. Ciągle nie mieściłam się czasowo w dobie, tyle miałam zajęć i obowiązków, które zawsze były ważniejsze ode mnie. Nie miałam czasu, by zatrzymać się na chwilę, by docenić otaczające mnie piękno, by zauważyć, że życie nie składa się tylko z pracy, jedzenia i spania. Życie to coś o wiele więcej! Życie, to także są moje potrzeby, spełnianie moich własnych marzeń, to wsłuchiwanie się w melodię własnej duszy.


Mówiłam, że moim szczęściem jest szczęście moich najbliższych, ich spełnienie, jest moim spełnieniem. I nie myliłam się, ale tylko częściowo. Częściowo nie miałam racji. Dzisiaj już wiem, że oszukiwałam samą siebie. Wszyscy są bardzo ważni, ale pamiętanie o ciągłym napełnianiu własnego naczynia, jest nie mniej ważne, by zachować balans, by nie zgubić gdzieś po drodze własnego życia.

2 komentarze: